Autor: W Drodze Bez Kół
Każdy, kto choć raz leciał mniej popularnym połączeniem, pewnie miał podobną myśl. Kilka, może kilkanaście zajętych rzędów, sporo pustych foteli i pytanie: jak to się w ogóle może opłacać?
Logika podpowiada, że taka trasa powinna szybko zniknąć z rozkładu. Tymczasem część takich połączeń funkcjonuje przez lata, a niektóre z czasem stają się wręcz sukcesem.
Właśnie teraz w Europie trwa dyskusja, która może mocno wpłynąć na to, jak takie trasy będą powstawać w przyszłości.
Komisja Europejska rozpoczęła niedawno konsultacje nowych zasad pomocy publicznej dla lotnictwa. Jedna z najgłośniejszych propozycji zakłada stopniowe wygaszanie systemu zachęt dla nowych połączeń lotniczych z regionalnych lotnisk.
Dla większości pasażerów brzmi to pewnie dość abstrakcyjnie. Problem w tym, że właśnie dzięki takim mechanizmom przez lata rozwijało się wiele lotnisk i tras w całej Europie.
To, co widzi pasażer, nie zawsze pokazuje całą prawdę
Większość z nas ocenia sytuację bardzo intuicyjnie. Jeśli samolot jest pełny, trasa pewnie zarabia. Jeśli połowa miejsc świeci pustkami, coś musi być nie tak. Tyle że linie lotnicze patrzą na to zupełnie inaczej.
Załóżmy, że mamy dwa loty. Pierwszy jest wypełniony niemal do ostatniego miejsca, ale większość pasażerów kupiła bilety za kilkadziesiąt euro podczas promocji. Drugi ma zajętych tylko 70 procent foteli, ale na pokładzie znajdują się głównie pasażerowie biznesowi lub osoby podróżujące na ostatnią chwilę, które zapłaciły za bilety kilkukrotnie więcej.
Który lot więcej zarobi?
Wbrew pozorom odpowiedź nie jest oczywista.
Linie lotnicze analizują nie tylko liczbę pasażerów, ale także średnią cenę biletu, sezonowość, profil podróżnych czy potencjał rozwoju danego kierunku.
Dlatego czasem połączenie, które z perspektywy pasażera wygląda na słabe, w rzeczywistości może spełniać swoje zadanie całkiem dobrze.
Nowe trasy potrzebują czasu
Dobrym przykładem mogą być połączenia uruchamiane przez tanie linie lotnicze na mniejszych lotniskach regionalnych. Dziś obecność Ryanaira czy Wizz Aira w wielu takich portach wydaje się czymś oczywistym, ale na początku często wymagała czasu i promocji nowego kierunku.
Dopiero z czasem mieszkańcy regionu przyzwyczajali się do nowego połączenia, lokalne firmy zaczynały z niego korzystać, a biura podróży uwzględniały je w swoich ofertach. To właśnie dlatego wiele lotnisk przez lata oferowało przewoźnikom czasowe ulgi i programy wsparcia przy uruchamianiu nowych tras.
Dlatego w lotnictwie nowe połączenie często traktowane jest jak inwestycja. Przewoźnik nie oczekuje, że od pierwszego dnia każdy lot będzie wypełniony po brzegi. Znacznie ważniejsze jest to, czy zainteresowanie rośnie i czy trasa ma potencjał do rozwoju.
Lotniska od lat pomagają liniom lotniczym
I tutaj dochodzimy do elementu, o którym większość pasażerów nie ma pojęcia.
Przez lata wiele lotnisk regionalnych w Europie stosowało różnego rodzaju programy zachęt dla przewoźników uruchamiających nowe połączenia.
Nie chodziło o wręczanie pieniędzy za każdy wykonany lot. Najczęściej były to obniżone opłaty lotniskowe, wsparcie marketingowe czy czasowe ulgi pomagające ograniczyć ryzyko związane z wejściem na nowy rynek. Z punktu widzenia lotniska ma to sens.
Nowe połączenie oznacza nowych pasażerów. Nowi pasażerowie zostawiają pieniądze nie tylko na lotnisku, ale także w hotelach, restauracjach i lokalnych atrakcjach.
Dla wielu regionalnych portów lotniczych taka inwestycja mogła się opłacać nawet wtedy, gdy sama trasa przez pierwsze miesiące nie zachwycała wynikami. Każde nowe połączenie oznaczało większą liczbę pasażerów, a wraz z nimi dodatkowe przychody dla lokalnych hoteli, restauracji czy atrakcji turystycznych.
Widać to szczególnie w regionach silnie uzależnionych od ruchu lotniczego. Gdy Ryanair ogłosił redukcję siatki połączeń w Hiszpanii, lokalne władze i przedstawiciele branży turystycznej alarmowali, że ucierpieć mogą nie tylko lotniska, ale również całe lokalne gospodarki opierające się na ruchu przyjezdnych. Podobne argumenty regularnie pojawiają się także w dyskusjach dotyczących regionalnych lotnisk w Polsce czy Grecji.
Właśnie dzięki takim mechanizmom wiele regionalnych lotnisk w Europie mogło przez ostatnie lata rozwijać swoją ofertę. To również jeden z powodów, dla których dziś możemy latać bezpośrednio z wielu mniejszych miast do miejsc, które jeszcze kilkanaście lat temu wydawały się poza zasięgiem.
Czasami nie chodzi tylko o tę jedną trasę
W lotnictwie pojedyncze połączenie bardzo rzadko funkcjonuje w całkowitym oderwaniu od reszty siatki.
Wyobraźmy sobie pasażera lecącego z Rzeszowa do Tokio. Najprawdopodobniej nie poleci tam bezpośrednio. Najpierw dotrze do większego lotniska przesiadkowego, a dopiero później ruszy w dalszą podróż.
Dla przewoźnika oznacza to, że pozornie niepozorne połączenie krajowe może mieć duże znaczenie dla znacznie bardziej dochodowej trasy międzykontynentalnej.
Podobnie działa to w przypadku wielu europejskich hubów. Niektóre loty nie istnieją wyłącznie po to, żeby przewieźć pasażerów między dwoma miastami. Ich zadaniem jest także dostarczenie podróżnych na kolejne rejsy.
Dlatego ocena rentowności pojedynczej trasy bywa znacznie bardziej skomplikowana, niż mogłoby się wydawać.
Dlaczego Unia Europejska chce to zmienić?
Właśnie tutaj wracamy do aktualnej dyskusji.
Komisja Europejska uważa, że rynek lotniczy jest dziś dużo bardziej rozwinięty niż kilkanaście lat temu. Zdaniem Brukseli linie lotnicze powinny w większym stopniu samodzielnie ponosić ryzyko związane z uruchamianiem nowych tras, bez wsparcia finansowanego ze środków publicznych.
Projekt nowych zasad zakłada między innymi wygaszanie pomocy rozruchowej dla nowych połączeń oraz dalsze ograniczanie wsparcia operacyjnego dla części lotnisk regionalnych.
Jeśli propozycje wejdą w życie w obecnym kształcie, zdobycie nowego połączenia przez mniejsze lotniska może być w przyszłości znacznie trudniejsze.
Zwolennicy zmian argumentują, że część portów lotniczych od lat pozostaje uzależniona od publicznych pieniędzy i nigdy nie osiągnęła pełnej samowystarczalności.
Krytycy odpowiadają natomiast, że nowe przepisy mogą utrudnić rozwój mniejszych lotnisk i ograniczyć liczbę nowych połączeń pojawiających się poza największymi metropoliami.
Na razie mówimy jedynie o projekcie i konsultacjach, ale branża już bardzo uważnie śledzi rozwój sytuacji.
Nie wszystko w lotnictwie jest tak oczywiste, jak się wydaje
Następnym razem, gdy zobaczysz pół pusty samolot, nie zakładaj od razu, że trasa jest skazana na porażkę. Być może właśnie zdobywa pasażerów, stanowi ważny element większej siatki połączeń albo pomaga regionowi przyciągać turystów i inwestycje.
W lotnictwie liczba pustych foteli to tylko niewielki fragment całej układanki.
A jeśli Komisja Europejska zrealizuje swoje plany, podobnych połączeń może być w przyszłości mniej.
Paradoksalnie część tras, które dziś uznajemy za oczywiste, prawdopodobnie nigdy by nie powstała bez takich zachęt. Pytanie brzmi więc nie tylko, czy lotniska powinny dopłacać do nowych połączeń, ale również ile połączeń nie zobaczymy w przyszłości, jeśli przestaną to robić.
Źródła
- Komisja Europejska — konsultacje dotyczące przyszłych zasad pomocy publicznej dla sektora lotniczego
- Wytyczne Komisji Europejskiej dotyczące pomocy państwa dla lotnisk i linii lotniczych
- Airports Council International Europe / ACI Europe
- Europejski Komitet Regionów — stanowiska dotyczące wsparcia lotnisk regionalnych
- Materiały i raporty branżowe dotyczące rozwoju lotnisk regionalnych oraz zachęt dla nowych połączeń lotniczych
